Tomasz Skrzypek

O sobie

Wrocławianin z krwi i kości

Wychowałem się na Stabłowicach – tam, gdzie kiedyś było pole, a dziś stoi osiedle. Nie mogę zatem powiedzieć, że jestem człowiekiem z blokowiska. Nie mogę się też nazwać chłopakiem z trudnej dzielnicy, za to na pewno osobą z przedmieść Wrocławia. Dopiero od lutego 2015 roku mieszkam na Krzykach.

Dzieciństwo i młodość

Przede wszystkim tym dzieckiem byłem jeszcze w XX wieku, a to czasy, gdy za wykładnik męskości uchodził udział w treningach piłkarskich. Więc kopałem i ja, wtedy w należącym do klasy okręgowej Włókniarzu Wrocław, dziś byśmy powiedzieli, że IV-ligowym. Występowałem również w seniorskiej drużynie, przy sporej liczbie wiernych kibiców. Głównie na lewej pomocy, czasem na lewej obronie, a niekiedy też jako rozgrywający na środku pomocy. Bywało też, że desygnowano mnie do zadań specjalnych, jako tzw. plaster. Nigdy nie byłem na boisku zawodnikiem, który udawał i koziołkował po faulach, tylko myślał, co zrobić, żeby jak najszybciej oddać. Do dziś uważam to za bardzo niemęskie zachowanie, to kulanie się po faulu przez pół boiska. Wtedy, w okręgówce, grało się bardzo twardo, można było wjeżdżać wślizgiem od tyłu niemal bez konsekwencji. Bywało, że cały mecz się na dupie siedziało.

Uczeń

W szkole podstawowej (nr 95) należałem do ścisłej czołówki, jeździłem na olimpiady matematyczno-fizyczne, wygrywałem na szczeblu dzielnicowym, a i później tworzyłem czołówkę. Dzięki wynikom byłem zwolniony z egzaminów ustnych do szkoły średniej. W czasach liceum (nr VI) nauka przestała być jednak priorytetowa, bo na ekrany kin zaczęły wchodzić filmy z Brucem Lee.

Sporty walki

Gdy byłem jeszcze nastolatkiem, wszyscy mężczyźni trenowali sporty walki, bo były w modzie, a przy tym poza centralnym obiegiem. Można było przyjść z ulicy, zapisać się i udowodnić wszystkim, że jest się dobrym. Czułem się wtedy uduchowiony i uważałem, że robię coś ważnego, choć do dziś nie wiem, dlaczego tak czułem. W każdym razie można było poznać brutalną prawdę o sobie, nie było udawania. Trenowałem więc jednocześnie piłkę i karate, a punktem przełomowym okazały się igrzyska olimpijskie w Seulu (1988), gdzie po brązowe medale sięgnęło czterech naszych pięściarzy: Andrzej Gołota, Janusz Zarenkiewicz, Henryk Petrich i Jan Dydak. Dzień po tym wydarzeniu grałem mecz ligowy i postanowiłem, że będzie moim ostatnim. Że pod wpływem boksu poświęcę się karate. Dziewczyny nie miałem, za to jako student II roku wrocławskiej AWF byłem już trenerem małych piłkarzy, trampkarzy, ale i to porzuciłem. Nie zostałem dobrym piłkarzem, a dlaczego? Dziś uważam, że zbyt szybko odpuściłem. Obraziłem się na futbol, później rozegrałem już tylko jedno spotkanie, w reprezentacji AWF, i do dziś nie mam na to ochoty, choć piłka była przecież moim życiem. Zostało karate, a gdzieś w tle zaczęliśmy słyszeć o sukcesach za oceanem kickboksera Marka Piotrowskiego, naszego Bruce’a Lee. No i ten kick-boxing zaczął chodzić mi po głowie.

Tytuły

2013
lorem ipsum
2008
lorem ipsum
2009
lorem ipsum
1997-2000
lorem ipsum

Kontakt

Phone : (1)-1234-4444
Email : aaa@aaa